Gniazdo Szeptunów:
[DYMKI I KADRY×MITYCZNE GNIAZDO] Nawrócenie – czyli niepozorny, mocarny komiks „Medziugorie” / Timof Comics
To jest bardzo skromna rzecz, jakby niedzisiejsza. Krótka, oszczędna w środkach, a jednocześnie kipiąca emocjami. Wygaszona, reportażowa, obyczajowa, od początku idącą jakby dwoma torami, stworzona na dwóch płaszczyznach, które poszukują siebie nawzajem, by eksplodować w finale.
„Medziugorie” to bardzo specyficzny komiks. Marcin Bałczewski operuje tu zapisem chwil, chowa się za bohaterką, nie szpanuje. Jest cierpliwy, skrupulatnie podrzuca nam elementy jej życia. Ktoś pewnie po lekturze może napisać, że to komiks „nudny” – i pewnie będzie miał… rację. W tej konstrukcji, w tym doborze kadrów – tkwi klucz. Aneta jedzie na pielgrzymkę, do bośniackiego, tytułowego miejsca objawień, i to (chyba) nie jest jej wybór i w ogóle… Ta „nuda” , ta narracyjne senność, to snucie się Anety idealnie podkreślają sedno historii.
Bo tutaj „nic się nie dzieje”, a zarazem dla Anety dzieje się „wszystko”.
Przechodzi specyficzne NAWRÓCENIE.
Podoba mi się, że – jak pisałem – Marcin Bałczewski zachowuje spokój, nie ocenia, nie próbuje dodawać nic ponadto tego co dla nas, odbiorców jest materiałem do przemyśleń. Poza Anetą, śledzimy zachowanie jej ojca i jego nowej partnerki, a tłem są inni uczestnicy pielgrzymki. I to wystarczyło, by wywołać u mnie ogrom emocji. Bałczewski daje przestrzeń do rozważań nad relacjami międzyludzkimi, ale i nad zachowaniami społeczności „pielgrzymkowej”, no i – pozwala spojrzeć na sferę religijną.
W sumie – byłem mocno zaskoczony jak nasycony treścią jest ten krótki komiks. Doskonała robota.
Jeśli chodzi o mnie – zdarzyło się, jakieś 20 lat temu, że odwiedziłem Medziugorie i pojechałem tam trochę jak Aneta. Przypadkowo, niespodziewanie, będąc na wakacjach w Chorwacji. Co prawda „przeżyłem” to inaczej niż bohaterka, ale w jakiś sposób czuję z tym miejscem więź. Ale Bałczewski zadbał, by nawet przypadkowy odbiorca odnalazł się. Jak to zrobił? Heh – przeczytajcie.
No i jeszcze warstwa graficzna – autorstwa Oktawii Ogniew. Urzekła mnie kolorystyka, ulotność kreski i stylu. Senność obrazów – idealnie pasująca do treści komiksu.
Zaskakujące jest to, że pomimo pewnych nieporadności anatomicznych postaci, całość, z kolorami i wspomnianą delikatnością oraz ulotnością – działa idealnie.
Wielkie brawa!
Celowo – by nie psuć Wam… chciałem użyć słowa „zabawa” – ale zdałem sobie sprawę z faktu, że nijak ono nie pasuje. Więc spróbuję tak – nic więcej Wam nie napiszę, ale polecam lekturę, bo zapewni Wam (jak sądzę) całkiem sporo emocji. Niespodziewanych.
KAWERNA
EJ, SZWAGIER
Dzisiaj zacząłem dzień komiksem, po który bym nie sięgnął, gdyby Timof Comics mi go nie przesłał do recenzji. Dlaczego? Ano, bo nazywa się „Medziugorie” i patrząc na okładkę błędnie założyłem, że będzie to komiks o tematyce religijnej, której nie lubię i z którą staram się raczej nie mieć za wiele wspólnego.
Dopiero później spojrzałem na nazwiska autorów. Marcin Bałczewski. Myślę sobie: no, nie, to nie tak jak myślałem, na bank. Odpowiedzialna za rysunki Oktawia Ogniew do dziś była dla mnie anonimowa, ale jej akwarelowy styl wyróżnia się pośród innych komiksów i jest dla tego medium całkiem oryginalny.
Ale Szwagrze! Mów o czym ten komiks! Już mówię.
Dostajemy tu opowieść o młodej kobiecie udającej się wraz z ojcem i jego nową partnerką na pielgrzymkę autokarową do tytułowego miasteczka w Bośni. Wraz z nimi podróż odbywa szereg innych pielgrzymów ze wszystkimi chyba przywarami Polaków w zbiorowym transporcie. Jakby to był samolot, na bank by klaskali.
Ojciec Anety to chamidło i furiat, ale przy tym dewota. Autor pokazał maestrię, na tak krótkim metrażu tworząc aż tak antypatyczną postać. Odrażający. Wspaniały.
Perypetie po drodze bardzo przypominały mi czeski film „Učastnici zájezdu” (pl. Wycieczkowicze), który Wam polecam z serduszka. W czasie czytania wielokrotnie pokiwacie głowami i powiecie: o, to też znam.
A konkluzja? Otóż, finalnie podróż ta pozwala protagonistce przeżyć faktyczne objawienie. Nieco tylko inne niż tego by chciał jej zanurzony w hipokryzji, zdewociały ojciec.
Na początku ostrożnie podchodziłem do stylu artystycznego Oktawii Ogniew, ale po kilku stronach kupiłem go na maksa. Teraz chetnie przyjrzę się innym pracom tej artystki. Bardzo spodobało mi się, że odzwierciedliła miejsca po drodze, które faktycznie rozpoznałem. Ucieszyła mi się micha kiedy zobaczyłem Brno, bo właśnie w stolicy Moraw spędziłem część studiów i mam do niej ogrom nostalgii. Takie podejście do ukazania podróży jest mi bliskie i podobnie robimy to w Drodze do Rovaniemi.
Dziękuję Timofie za pokazanie mi tej perełki! Jest wspaniała! Marcin Bałczewski jak zwykle dowiózł.
Moja ocena: ![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
195/2026
GNIAZDO SZEPTUNÓW
DYMKI I KADRY×SWEGO NIE ZNACIE×POP ROZKMINY] Graficzne emocje – w „Medziugorie”
Komiks Marcin Bałczewski i Oktawii Ogniew to powolny reportaż z… pielgrzymki. Tyle, że NIE. Nie tylko. Bo już na samym początku autorzy (a Oktawia- graficznie) pokazują nam o co chodzi w sztuce komiksowej. Za pomocą trzech dymków dialogowych, kontrastu sytuacyjnego, graficznego przedstawienia emocji na twarzach postaci oraz za pomocą… barw – autorzy prezentują TOKSYCZNĄ atmosferę we wnętrzu samochodu.
Zwłaszcza trzy ostatnie kadry wbijają się w głowę, w duszę.
Spójrzcie na ten dobór barw, spójrzcie JAK to jest namalowane.
Maestria.
Dla takich momentów – niełatwych, pozbawionych faktycznej frajdy, ale generujących realne, silne emocje – warto czytać komiksy.
Dziękuję!
LUBIĘ KOMIKSY
WOMBAI
WAK